... w narodzie informuję, iż żyję, całam i zdrowa ;) Urlopuję się od kilku dni, ale czasu jakoś na wszystko braknie, mimo, iż pogoda nie rozpieszcza. Wczoraj byliśmy na wsi, dziś wróciliśmy. Wcześniej załatwialiśmy jakieś tam sprawy bankowo-kredytowe. I teraz już oficjalnie szukamy mieszkania do kupienia :) Trochę niedobrego dzieje się w pracy, ale to jeszcze nic oficjalnie nie wiadomo, poza tym nie ma mnie na miejscu i nic dokładnie nie wiem, co nie przeszkadza mi się denerwować.
Na drutach też coś tam skrobnę czasem, nie porzuciłam ich na dnie szafy ;)
Robocza fotka skończonego ostatnio "batmana", jak to mąż mówi:
Zdjęcie oczywiście zbyt wiele nie pokazuje, obiecuję, że jak tylko pogoda się poprawi wybiorę się zrobić z mężem jakieś fotki w plenerze, koniec zdjęć z ręki ;)
Teraz kończę już sweterek-bolerko dla młodej:
No a jak już skończę to na druty wskakują te trzy pyszne motki socka :)
Z tego w moim zamyśle ma powstać moja pierwsza chusta :)
No to na chwilę obecną tyle. Żyję, mam się nieźle i mam nadzieję częściej siadać do bloga jak się ogarnę ;)
Mąż mój od niedzieli jest już z nami w domu :) Nareszcie czas misji się skończył i wracamy do nowego życia. Jest super, tak... normalnie :) Wielki ciężar spadł mi z pleców, zaczęłam znowu spać jak dziecko. Chociaż wiele osób mnie straszyło, on nic się nie zmienił, mój Karol :) Mała też zadowolona, po kilkanaście razy dziennie mówi mu, że go kocha, nie chce go odstępować na krok. I zaczęła spać sama w swoim pokoju, co myślałam, że nigdy nie nastąpi... Jednym słowem sielanka póki co :)
Maj na Mazurach zaczął się upalnie. Ja będąc z małą na podwórku schlastałam się na raka i to tak nieszczęśnie, niesymetrycznie że szok! Ale niestety zawsze opalam się na czerwono. Dobrze, że młoda ma cerę po tatusiu i zawsze od razu brązowa.
Ja długiego weekendu niestety nie mam, co drugi dzień pracuję. Dziś wolne, to choć chwila odpoczynku jest. No i mam zamiar skończyć sweter-zostało mi pół (tak, pół) rządka i zakończenie. Plany na kolejne projekty są, włóczka też, tylko zdecydować się nie mogę co robić.
Na męża nadal czekam. Cały czas są opóźnienia, przekładają loty co chwila. I już zaczynam wątpić, czy będę go miała w tym tygodniu... Wkurza mnie to strasznie, gotuję się aż od środka, jestem jak bomba zegarowa. Czemu nic u nas nigdy nie może być bez komplikacji?
A wam kochani życzę miłego wypoczynku :)
I następna notka, mam nadzieję, będzie albo z fotkami nowego udziergu albo z relacją z wielkiego spotkania :)
... tego wojska. Oczywiście dziś okazało się, że będzie poślizg i jednak dłużej będę musiała czekać na swojego męża. Niby to tylko kilka dni, ale strasznie mnie to zdołowało. Nie łudzę się już, że po niego wyjadę, moje plany szlak trafił :(
Nie wiem czemu, ale strasznie jest dla mnie ciężka ta końcówka. Gorsza niż pierwsze tygodnie po jego wyjeździe... Nie mogę sobie miejsca znaleźć, jakoś tak mi źle... Tęsknię... Nic nie pomaga, zakupy, fryzjer, kosmetyczka, no cholera nic! Niech to już się skończy bo normalnie pierdolca dostanę!
... mój mąż rozpoczął podróż do domu. Przed nim jeszcze kilka przystanków, kilka dni, ale już powoli zaczynam czuć, że to dzieje się naprawdę :) Miałam w planach jechać po niego do jednostki, gdzie zdaje broń, ale nie dostałam w pracy wolnego, mimo, że mój kierownik wstawił się za mną u dyrektora i powiedział, jaka jest sytuacja. Ale niestety, nic nie udało się wskórać. Mam jeszcze nadzieję, że dzięki temu że loty trochę poprzyspieszali to mój mąż wróci dzień wcześniej i jednak po niego wyjadę. Zaklinam to już w myślach :)
Dziś w planach mam pierwszy etap przygotowań, czyli zrobienie miejsca w szafkach. Mój mąż otóż popakował wszystkie swoje rzeczy przed wyjazdem w jedno miejsce. A pustki w szafkach oczywiście zapełniłam swoimi rzeczami, np włóczkami. Teraz czas to wszystko poogarniać. Także dziś inauguracja przygotowań do powrotu :)
Od jakiegoś czasu codziennie słyszę pytanie: wrócił już? Strasznie mnie to drażniło, bo ta końcówka dłużyła się niemiłosiernie i takie pytanie było jak pytanie ciężarnej w ostatnim miesiącu, czy jeszcze nie urodziła ;) Ale teraz, jak już został raptem tydzień, może z lekkim okładem, zaczynam na to pytanie odpowiadać z uśmiechem :)
... mi to czekanie już. Wiem, że to już końcówka, ale jakoś tak się cięgnie, czasoprzyspieszacz by się przydał jak nic. Myślałam, że ciężko mi będzie na początku, ale koniec to droga przez mękę. Wszyscy pytają, czy już wrócił, to pytanie słyszę codziennie. Koleżanek mężowie albo już w domu albo w drodze a ten mój jak siedział tam tak siedzi. Ech...
A czekając... pracuję intensywnie, bo sezon w pełni. Czasem nie ma się dosłownie kiedy po tyłku podrapać. Ale to dobrze, ja lubię jak dużo się dzieje ;) Jeżdżę też, uczę się tych cholernych parkowań... No i dziergam oczywiście. Do skończenia mojego ukochanego Ecuadora bardzo blisko :)
No i w nielicznych wolnych chwilach korzystamy z młodą z wiosny. No i z nowej hulajnogi ;)
Rzadko piszę, ale jakoś czasu brak, weny i ciekawych wydarzeń do opisania. Po prostu nic ciekawego się nie dzieje.
tym właśnie. Bo tęsknię, bo mi smutno, bo mi źle... Bo kocham to wykonanie i mam ciarki i łzy w oczach gdy go słucham. Chyba już wiecie, kto jest moim faworytem w X Factor?
Święta minęły nam spokojnie. Odwiedziłyśmy rodzinę, spędziłyśmy miło czas. Trochę smutne święta, bo kolejne takie puste w "zdekompletowanej" rodzinie :/ Ale prawdopodobnie na jakiś czas ostatnie ;) Jeszcze trzy tygodnie i brakujący puzzel wróci na swoje miejsce ;)
W pracy po świętach szał zmian. Dyrektor zrobił rotację kierowników między działami i my również mamy nowego kierownika. Zobaczymy, jak się sprawdzi takie rozwiązanie.
Kontynuuję też naukę jazdy, idzie mi coraz lepiej. Ech, chciałabym już być po egzaminie, mieć za sobą te nerwy. Nie zaplanowałam jeszcze daty egzaminu, ale pewnie wstrzymam się do powrotu męża, będę miała mniej na głowie.
A małą dziś zapisałam do przedszkola, przecież pięciolatki obowiązkowo już idą w tym roku. No i dobrze, w końcu dzieciak pójdzie do rówieśników. Zrobiłyśmy mały obchód po przedszkolu, młodej się podobało. No ciekawe jak małemu pyskaczowi będzie tam szło ;)
No i u nas to wszystko. Stare biedy, nowych brak ;)
W tym tygodniu totalnie nie miałam czasu na nic, ciągle praca, jazdy... Wszystkie przygotowania do Świąt zostały mi na dzisiaj. Co prawda jutro po śniadaniu jedziemy na wieś i wracamy w poniedziałek, ale przecież z pustymi rękami nie pojadę ;) Więc dziś szał gotowania i sprzątania. Święconka już przygotowana w koszyczku, niebawem pójdziemy z małą do kościoła. Potem jakieś zakupy i do dzieła!
A Wam kochani życzę przede wszystkim zdrowia i szczęścia w nadchodzące Święta. Niech niczego wam nie zabraknie, a te dni miną w wesołej i rodzinnej atmosferze :)