Kategorie: Wszystkie | drutowo | kuchennie | życiowo
RSS
poniedziałek, 28 lutego 2011

Dziś zaplanowałam sobie dzień porządkowy. Miałam lenia w sobotę, więc nie posprzątałam. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Dziś nawet małej kurtkę do prania wstawiłam, żeby nie mieć możliwości iść na spacer. Bo taki spacer nad jeziorem to doskonała wymówka, żeby nie sprzątać ;) Także do pracy, rodacy!


Na specjalne życzeni Beatki prezentuję pierwszy produkt moich rąk i drutów. Na jakże urokliwej nosicielce ;)


:)

Nie jest to żaden cud, ale i tak jestem z siebie dumna, że zrobiłam go sama :) Jednak może nie jestem aż takim manualnym debilem, za jakiego się miałam.

Stworzenie pierwszego sweterka zmobilizowało mnie do tego, by dalej próbować. Poza tym dzierganie doskonale koi moje nerwy. O matko, kogo ja oszukuję, wczoraj jak mi coś nie wyszło to wściekłam się i klęłam jak szewc ;) Ale mam zamiar uczyć się dalej dziania, może dzięki niemu jak mój ślubny wyjedzie to uda mi się nie wrócić do palenia.

A oto co teraz zaprząta moje myśli i dłonie:


robótka


O ile się nie wkurzę przy wyrabianiu ażuru, będzie z tego sukienka dla panny córki.


 

niedziela, 27 lutego 2011

Od wczoraj mam lenia. Nic mi się nie chciało robić, nawet nie posprzątałam, odłożyłam to sobie na poniedziałek. Ale za to sweterek skończyłam! Dziś rano kończyłam go jeszcze zszywać i mała już w nim chodziła. Doszłam do wniosku, że nie będę robić rękawów, zostanie kamizelka. Tak średnio mi się podoba, miała być dłuższa, ale wyszło inaczej. Ale ogólnie nie jest źle, mała zachwycona. Zamówiła już kocyk dla lalki i sukienkę, także będę miała co robić. W tygodniu chcę zamówić włóczkę na allegro i spróbuję udziać sobie mitenki, zobaczymy co wyjdzie.

Byłyśmy z małą dziś w kościele na mszy dla dzieci u Salezjan. Podobało mi się, małej najbardziej podobała się schola. Ale niestety jednej z nas zachciało się siku i trzeba było z uwieszonym jęzorem wracać do domu.

Mała coraz bardziej tęskni do tatusia, liczy dni, kiedy on wróci. Nie wiem co to będzie, ona na razie nie wie, że on pobędzie w domu jeden dzień i znowu wyjeżdża na dwa tygodnie... Musi i ona się powoli przyzwyczajać...

sobota, 26 lutego 2011

Co prawda Kochania nie ma, ale obiady popełniać mimo to mi się zdarza. Dziś przepis na gołąbki, które robiłam tydzień temu. Goście zjedli kilka, resztę my z małą chyba do środy dojadałyśmy. Jakoś nie mogę się ostatnio zmobilizować do umieszczania przepisów, więc dzisiejszy jest z tygodniowym poślizgiem.

Gołąbki można robić na wiele sposobów: gotować, piec w piekarniku, robić różne sosy, mięso zawijać w liście różnych rodzajów kapusty. Ja zazwyczaj robię te najbardziej tradycyjne, z białej kapusty, gotowane w sosie pomidorowym.


GOŁĄBKI


Składniki:

- główka białej kapusty

- 1/2 kg mięsa mielonego wieprzowego

- 1 cebula

- 1/2 szklanki ryżu

- 1 jajko

- 1 marchewka

- suszona lub świeża włoszczyzna

- sól, pieprz, papryka ostra

- 2 łyżki koncentratu pomidorowego

- 2 łyżki mąki


Wykonanie:

Najpierw odgotowujemy kapustę. Najpierw wykonujemy nacięcia wokół głąba, lub całkowicie go wycinamy, po czym kapustę zalewamy wodą w garnku i wstawiamy do gotowania. Stopniowo liście będą się odczepiać od główki, możemy im także trochę pomóc podważając je. Odgotowane liście wyjmujemy z wody i usuwamy z nich zgrubiałe części. Nic nie szkodzi, jeżeli część liści nam się naderwie, kilka z nich także wykorzystujemy.

Ryż gotujemy w osolonej wodzie, ugotowany przelewamy zimną wodą. Dodajemy do niego mięso, usmażoną cebulkę, jajko, sól i pieprz, mieszamy. Gotowy farsz zawijamy w liście kapusty.

Na dno garnka kładziemy kilka liści kapusty, na nich układamy dość ścisło gołąbki. Zalewamy wodą (ja zawsze daję trochę wody pozostałej z odgotowywania kapusty i dodaję świeżej). Dodajemy włoszczyznę, sól i pieprz i dusimy na małym ogniu 1-1,5 godziny. Gołąbków nie należy mieszać w garnku łyżką, ponieważ mogą nam się porozwijać. Aby uniknąć przypalenia należy potrząsać co jakiś cas całym garnkiem.  Gdy kapusta będzie już miękka dodajemy koncentrat pomidorowy. Gotujemy jeszcze kilka minut, po czym zagęszczamy sos mąką. Można ewentualnie zabielić także śmietaną, ja tego nie robię.


gołąbki


Jeżeli po zawijaniu mięsa w liście kapusty stwierdzimy, że wyszło nam ich za dużo, nadmiar można zamrozić. Najlepiej jest mrozić gołąbki surowe, bez sosu. Potem zamarźnięte wkładamy do garnka, przygotowujemy sos i gotujemy.

piątek, 25 lutego 2011

Dzisiaj jestem umęczona. I to nie żeby jakąś wybitną robotą, co to, to nie. Już wstałam rano umęczona. Jestem ostatnio nocnym markiem i jakoś ciężko mi się rano zwlec z łóżka. No i dziś była kumulacja. Od rana wszystko mi leciało z rąk. Dziecię zażyczyło sobie na śniadanie jajecznicę. No to pierwsze jajko wbiło mi się prosto na kuchenkę, a drugim trafiłam już na patelnię, ale wylądowało tam razem ze skorupką. Może to niewyspanie, a może tęsknota za mężem?

A potem miałam prawie że kontrol z Sanepidu-teściowa mnie odwiedziła. Dobrze, że z rana troszkę ogarnęłam, to nie było obciachu ;) Obiad też miałam z wczoraj to mogłam poczęstować. Wymigałam się od wyjazdu na wieś, w sumie to i tak chciała jechać w poniedziałek, a ja we wtorek muszę być na miejscu, bo przyjdzie babka po kasę za mieszkanie. Więc się udało bezboleśnie. Odprowadziłyśmy teściową na przystanek i przeszłyśmy się trochę nad jeziorem, bo o 14 miał się rozpocząć kolejny lot balonów. Akurat jak się zaczęły pojawiać na niebie to małej zachciało się oczywiście siku i trzeba było wracać do domu. Także zdjęcia robiłam z okna ;)


balony


balony


balony



I coraz bardziej tęskno mi do męża. W dzień to jeszcze jakoś tam leci, ale wieczorem jak kładę się sama, to smutno. Niech by już chrapał jak szalony, ale żeby już był :(

czwartek, 24 lutego 2011

Na szczęście dziś już nastrój u mnie lepszy. Nie będzie płaczu i narzekania. Na pewno jeszcze się tego u mnie naczytacie, ale może nie dzisiaj.

Kurczę, skończyłabym wczoraj tył sweterka z akrylu, który zaczęłam robić przedwczoraj, ale mój mały manekin zasnął i nie miałam jak sprawdzić czy już powinnam robić pokrój szyi. Ale pewnie dziś skończę. Tył jest gładki, więc trochę monotonne dzianie. Przód ma być z jednym lub dwoma warkoczami (dzieję z głowy, a nie ze schematu, więc zobaczymy), więc będzie ciekawiej. Jeszcze parę dni temu nie miałam pojęcia jak taki warkocz zrobić, więc postępy są ;)

Dzisiaj u nas zaczynają się trwające trzy dni zimowe zawody balonowe. Jeżeli uda mi się skończyć obiad gotować do pierwszego lotu to wyskoczymy parę zdjęć popstrykać. Jak nie, to popatrzymy przez okno, a zdjęcia porobimy jutro. Zapowiada się ciekawie, ma być 28 drużyn i wszystkie będą startować z jeziora, więc na pewno nie przeoczę, bo jezioro widzę z okna ;)

środa, 23 lutego 2011

...kryzys


Tęskno :(

18:01, zona_trepa
Link Komentarze (2) »

Właśnie. Wczoraj odkryłam coś, co mnie zadziwiło i częściowo też rozbawiło. Od kiedy się przeprowadziliśmy mówiłam, że lubię moje nowe osiedle, bo ciche, spokojne, bo nad jeziorem. Narzekałam tylko na brak jakiegoś marketu (najbliżej jest Biedronka, ale to i tak kawał nad jeziorem trzeba przejść) i drogerii. Jak chciałam kupić jakieś kosmetyki musiałam jechać do Rossmanna, a niedawno odkryłam na drugim końcu miasta tanią drogerię. No tyle że tam się wybrać, to już cała wyprawa.

A wracając do mojego osiedla. Mam już obcykane, gdzie warto robić zakupy, mamy z Karolą swoje trasy spacerowe. Zazwyczaj chodzimy przy naszych starszych blokach. Bo w drugiej części osiedla stoją nowiutkie bloki i 2 wieżowce. Jeden stoi na uboczu, tak jakby na końcu osiedla już. I tam w tym wieżowcu jest sklep z oświetleniem. No i wczoraj tam się zapuściłam, coby rzucić okiem na żyrandole, bo marzy mi się do salonu kupić. I postanowiłam ów wieżowiec obejść dookoła. No i cóż tam ujrzałam? A drogerię. Nowiuśką, sporą, dokładnie pod tym samym szyldem co ta tania na drugim końcu miasta. Idę dalej, a tam pyszni się wielka dyskontowa księgarnia, a na końcu... Biedronka! No aż się roześmiałam :) Cztery miesiące już tu mieszkam, codziennie chodzę z małą na spacery, a jeszcze nie odkryłam tej części osiedla. Ha! Poczułam się jak Krzysztof Kolumb ;)

A drugiego odkrycia dokonałam dziś rano. Otóż moje dziecię liczy do 8 po angielsku ;) Trochę to zasługa bajki "Dora the Explorer", która leci w stacji Nickelodeon. Ostatnio widziałam, że uczą tam trochę angielskich słówek i zaczęłam małą motywować do liczenia. niedawno nauczyła się liczyć po polsku więc jest na etapie liczenia wszystkiego. Więc angielskie liczby też wchłonęła jak gąbka.

Oby dalej tak szło z tą jej edukacją, to nie będzie źle.

 

wtorek, 22 lutego 2011

Jakoś od rana słabo u mnie z humorem. Chyba pomału tęskno za tym mężem się robi. Dziś dzwoniła teściowa żeby jechać z nią na wieś, ale się wymigałam. Niby tu trochę nudnawo, ale tam to już na pewno jeszcze gorzej dni mi się będą dłużyć, nawet netu brak. Także zostajemy w domu.

Wczoraj skończyłam tył mojego pierwszego własnoręcznie robionego sweterka. Dziś na pewno zrobię przód i golf, zastanawiam się czy robić rękawy, czy zostawić bez. I tak mam zamiar go spruć, kupić lepszą włóczkę i zrobić jeszcze raz. Ta włóczka to tylko do nauki raczej. Trochę się przy tym dzianiu frustruję, bo z gazety czy netu za bardzo się nie nauczę nowych splotów, bo jako osoba leworęczna robię wszystko odwrotnie i muszę się uczyć metodą prób i błędów. No ale cóż, trochę praktyki i może mi się uda.

 

 

 

No dobra, miałam dopiero po zrobieniu sweterka z tej włóczki z odzysku próbować na nowej włóczce, ale nie wytrzymałam-byłam w pasmanterii i kupiłam 3 motki akrylu i cieńsze druty. I nie zawaham się ich użyć!

10:28, zona_trepa
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 21 lutego 2011

-19. Brrrrrrrr. A ma być jeszcze zimniej w tym tygodniu. Strach się bać. A słoneczko tak ładnie zagląda mi w okna i zachęca do wyjścia na spacer-sabotażysta jeden! Już ja dobrze wiem, że ono chce mnie tylko wywabić z domu, żeby stary, dobry mróz ścisnął mnie za tyłek!

No ale tak czy siak z domu trzeba wyjść, chociażby po to, żeby zakupy jakieś zrobić. Ale po czekam jeszcze trochę, niech chociaż z -10 będzie. Teściowa mnie namawiała, żeby pod koniec tygodnia jechać z nią na wieś, posiedzieć z małą parę dni. Niby wstępnie mówiłam, że mogę, ale jak będą takie mrozy to ja tam nie wyrobię. Mój szwagier w domu grzeje tak jakby chciał, a nie mógł. Także chyba trzeba będzie się wycofać. Ja jeszcze dobrze z grypy się nie wygrzebałam. Boję się, że mogę na nowo się rozłożyć.

No dobra-zaczynamy nowy tydzień! Oby dobry ;)

Tagi: kobieta zima
08:54, zona_trepa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 lutego 2011

Bardzo miły dzień. Ilona z Łukaszem przyjechali, było bardzo wesoło. Dawno już ich nie było. Jak tylko weszli do mieszkania pytali gdzie kot, bo zawsze ich witał od progu. Nie wiedzieli, że nasz kot w sierpniu nam nawiał i nie wrócił :( Teraz, po paru miesiącach namawiania męża, poszukuję kociaka, w sumie najlepiej kotki. Niedługo marzec, więc tylko kwestia czasu, kiedy pojawią się ogłoszenie "oddam kociaki" :)  Goście posiedzieli, zjedli obiad i pojechali. A my zostałyśmy same. Ja już jakiś czas temu zaczęłam przypominać sobie podstawy robienia na drutach, tak, żeby zabić czas. No i zaczęłam dziś pierwszą próbę udziania sweterka dla małej. Mam troche włóczki, podprowadziłam ostatnio teściowej. No i spróbuję, zobaczymy co wyjdzie.

A Karola dziś sama napisała mama :) Już parę dni temu pisała "A" i coś tam kombinowała, a dziś w końcu się udało :) Zdolniacha!

Tagi: kobieta
19:35, zona_trepa
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4