Kategorie: Wszystkie | drutowo | kuchennie | życiowo
RSS
piątek, 30 grudnia 2011

Rok 2011 był dla mnie i dobry, i nieciekawy zarazem. Jest trochę plusów dodatnich i plusów ujemnych ;)

Minusy:

1. Mój mąż wyjechał :(

2. Narobiliśmy sobie niestety trochę długów.

3. Zaczęłam znowu palić.

 

Plusy:

1. Był to już jedenasty rok z tym samym facetem ;)

2. Długi ostatecznie udało się pospłacać i w nowy rok wchodzimy prawie na czysto ;)

3. Schudłam 18 kilo :)

4. Znalazłam pracę, którą bardzo lubię :)

5. Dość sumiennie prowadziłam bloga.

6. Dziecię moje nie chorowało za bardzo (nie licząc zapalenia płuc sztuk raz i anginy sztuk raz)

7. Poznałam dużo nowych ludzi, w tym kilkoro potencjalnych dobrych przyjaciół.

8. Nauczyłam się robić na drutach :)

 


 

Hmmm. Wygląda na to, że plusy stanowczo przeważają ;) Także rok był z tych udanych. I szczerze wierzę w to, że kolejny, nadchodzący, będzie jeszcze lepszy. A przynajmniej druga jego połowa ;)

Postanowienia? Szczególnych nie mam, zamierzam być tylko bardzo szczęśliwa i uprawiać nieludzko dużo seksu ;) Małżeńskiego oczywiście ;)

 

Kochani, mam nadzieję, że wasze bilanse też wychodzą na plus. I życzę wam dużo zdrowia, miłości i pomyślności w nowym 2012 roku!

 

środa, 28 grudnia 2011

... po świętach. Niby nie było tak źle, ale cieszę się, że już się skończyły. 

Świąteczny czas spędziłam miło w gronie rodziny, jednak cały czas odczuwałam brak męża. Mała to w szale gości i prezentów o tacie nawet nie wspomniała ;) Co prawda była piszcząca na wigilii, a bo to kolędy to jedną zwrotkę chciała w kółko śpiewać, a bo to coś w prezencie jej nie odpowiadało. No w pewnym momencie to myślałam, że wyjdę z siebie. Ale na szczęście potem było już tylko lepiej.

W pierwszy dzień świąt nawet miałam czas posiedzieć sobie z drutami, zaczęłam swoją tunikę. To chyba będzie neverending story, bo włóczkę mam cieniuśką, a druty prawie wykałaczki ;)

Teraz przed nami Sylwester. W tym roku to dziwnie dużo miałam różnym zaproszeń, opcji spędzenia tego dnia. Wygrały Suwałki i moja serdeczna koleżanka :) Bardzo się cieszę na to spotkanie, bo już od jakiegoś czasu usiłujemy się spotkać, ale wiecznie coś staje nam na drodze. Tym razem może się uda.

Byle do Nowego Roku. Półmetek rozłąki już blisko, niebawem zacznę odliczać dni :)

 

 


sobota, 24 grudnia 2011

... w locie przysiadłam na chwilkę, żeby życzyć Wam wszystkim Wesołych, Zdrowych i Spokojnych Świąt. Żeby były pełne miłości. 

Ja za chwilę już wyjeżdżam do rodziny, żeby nie spędzać tych świąt samotnie. Będę w gromadzie ludzi, ale i tak samotna, bo najważniejszej dla mnie osoby nie będzie przy mnie. I mam nadzieję, że on w te święta nie będzie smutny i samotny... Dziwnie będzie, ale i to trzeba przetrwać.

środa, 21 grudnia 2011

Tak to już u mnie jest, że zawsze coś na diabła się dzieje. Byłam wczoraj na wizycie kontrolnej po zabiegu i okazało się, że to jeszcze nie koniec i trochę muszę się podleczyć. Dostałam antybiotyk, 3 stycznia okaże się co dalej. Mam nadzieję, że po lekach wszystko wróci do normy i będę miała z głowy.

W poniedziałek wzięłam dzień opieki i wybrałam się z koleżanką na miasto na zakupy. Udało się skompletować wszystkie prezenty ;) Wczoraj też miałam miły dzień, bo ta sama koleżanka wpadła koło południa i została do wieczora. Zrobiłyśmy rybę po grecku na Wigilię (dziś ją zapasteryzuję, żeby dostała), pośmiałyśmy się trochę. Dziś wracam do rzeczywistości, czyli do pracy. Do Wigilii pracuję na popołudnia. Muszę skończyć przygotowywanie swoich alejek do inwentaryzacji, czas nagli, tym bardziej, że do końca roku zostało mi 6 dni pracujących.

Zostałam przez znajomych zaproszona na Sylwestra do Białegostoku i nie mogę się zdecydować czy jechać. Z jednej strony wiem, że będzie fajnie, a z drugiej nie chce mi się za bardzo ciągnąć pociągiem. Trochę czasu jeszcze mam, pomyślę.

A na drutach? Pracuję nad zaległymi projektami, coś tam dziergam po trochu. Na gwiazdkę zamówiłam sobie zestaw super drucików :) Na święta mam zamiar zabrać ze sobą alpakę i zacząć w końcu swoją tuniczkę. Przez 3 dni może coś tam się uda zdziałać ;)

 

 

 

Dziś rano zginęło 5 polskich żołnierzy w Afganistanie :( Szczere wyrazy współczucia rodzinom :(

sobota, 17 grudnia 2011

... w ramach przygotowań do świąt.  Wczoraj zakupiłam choinkę, zawiesiłam lampki na oknie, ale o tym może już wspominałam. Dziś wybrałam się do krawcowej i zamówiłam nową firankę do salonu. W sypialni mam już nową firankę i puchaty dywanik. Teraz pora na odświeżenie salonu. Byłam też bohaterem w swoim domu i pomyłam okna, posprzątałam. 

Wczoraj wieczorem usiadłam też i znalazłam prezent dla małej no i sobie. A co, przecież jak sama sobie nie kupię, to raczej nikt tego nie zrobi. Mąż mi nawet paczki nie wysłał, więc muszę sama o siebie zadbać. Co do tej paczki, to niby nic wielkiego, bo co on by mi stamtąd wysłał, ale jednak trochę mi przykro. Ale cóż poradzić. 

Małe podsumowanie:

prezenty- 3

Umyte okna- 4

Poprane firanki- 4

porządki- jakieś tam poczyniłam.

choinka- będzie ubrana dziś lub jutro

nastrój przedświąteczny- yyyyyyyyy

piątek, 16 grudnia 2011

W sferze przygotowań do świąt nie wiele u mnie się zmieniło, poza tym, że kupiłam 1 prezent (dla teściowej). Dla moich rodziców wymyśliłam co kupię, ale zakup jeszcze nie został poczyniony. Dla Karoli też nie. Więcej prezentów nie przygotowuję, więc już jakby z górki ;) 

Kupiłam dziś choinkę, w tym roku niestety sztuczną, ale doszłam do wniosku, że jak kot mi będzie pewnie przewracał choinkę średnio 3 razy dziennie to bez sensu kupować prawdziwą, bo igły zgubi do świąt ;) Ubierać pewnie będziemy z Karolą jutro, bo mam wolne. Dziś za to powiesiłam z małą lampki na oknie. 

Jakoś nie udziela mi się świąteczna atmosfera. Wręcz przeciwnie, im bliżej do świąt tym bardziej jest mi smutno. Jakby nie patrzeć, przez 10 ostatnich lat spędzałam święta ze swoim chłopakiem, potem narzeczonym, i w końcu mężem...  W tym roku zrozumiem prawdziwy sens słów piosenki "All I want for Christmas is You" :(

środa, 14 grudnia 2011

... piszę ostatnio, a to dlatego, że mam strasznie mało czasu. Zalatana jestem z lekka. Praca-dom, praca-dom i tak w kółko, czasem trzeba zakupy jakieś zrobić, coś załatwić. I tak czas mi ucieka między palcami. Ale to dobrze ;)

W wolnych chwilach dziergam trochę, ale też nie zawsze mi się chce. Jak mam cięższy dzień w pracy, to nawet drutów do rąk nie chce się brać. Ale zrobiłam Karoli nową czapkę i robię szaliczek do kompletu. Fotki będą jak skończę. Alpaka na tunikę leży nietknięta, a tak już bym chciała w niej chodzić. Skarpety na zamówienie jedne mają już nawet pięty, a drugie walają się w szafie jeszcze jako motek. Szalik do kompletu do nianiowej czapy też rozgrzebany. Chyba nie miałam jeszcze tylu projektów zaczętych naraz, zawsze robiłam pojedynczo. 

No a jak przygotowania do świąt?

Umyte okna- 1

Poprane firanki- 0

porządki- mniej niż 0

prezenty- 0

O jasna cholera, to na pewno już za 10 dni święta?

poniedziałek, 12 grudnia 2011

... spędziłam dziś dzień ;) Z autorką tego bloga wybrałyśmy się dziś na miasto wydać trochę kaski ;) Wzięłyśmy ze sobą małą, czego dość szybko pożałowałam, bo dla niej to żadna frajda takie babskie zakupy. W prawie każdym sklepie było "mamo, kup mi..." i marudzenie. Dopiero jak wybrałyśmy się do kawiarni na herbatkę i ciacho skończyło się na chwilę marudzenie.

Nawet coś sobie kupiłam ;) Jak przytyłam to przestałam sobie kupować ciuchy, bo każde zakupy to był dla mnie koszmar, w nic się nie mieściłam. No i do tej pory chodziłam w jakiś starych ciuchach, odkopując coraz mniejsze ciuchy. A teraz, jak już sporo schudłam (17 kilo, ludzie!) to zupełnie nie miałam w czym chodzić. I dzisiejsze zakupy to już inna bajka ;) Kupiłam sobie 2 pary nowych dżinsów i bluzkę. Niby nic szczególnego, ale humor poprawiony ;) Oczywiście nie poczyniłam żadnych zakupów świąteczno-prezentowych. A chyba już czas, bo potem będę latać jak kot z pęcherzem...

19:33, zona_trepa , życiowo
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 grudnia 2011

Jak było w planach, wybrałyśmy się z Karolą na imprezę mikołajkową. Młoda najpierw stwierdziła, że tam śmierdzi i ona tam nie wejdzie ;) Potem, że za głośno. Hrabina z bożej łaski ;) W końcu dała się namówić na malowanie buzi.

 

motylek

Została motylkiem. Trochę się ośmieliła, spróbowała winogron maczanych w czekoladzie z fontanny, ale dalej się nie mogła rozkręcić. Nareszcie znalazła sobie towarzystwo, dziewczynkę w jej wieku, i zabawa zaczęła się na dobre. Było malowanie po wielkich kolorowankach, jedzenie własnoręcznie ozdobionych pierniczków.

 

pierniczek

 

Była też nauka chodzenia na szczudłach, na które Karola jest jeszcze za mała i zajęcia bębniarskie, ale nie bardzo jej to pasowało. Za ko zabawy z chustą Klanzy jak najbardziej. Podrzucała inne dzieci, ale sama też weszła. Niestety fotek brak, bo ja też pomagałam w podrzucaniu i zabrakło rąk ;)

Na końcu oczywiście był Mikołaj i prezenty. Karola bardzo odważnie zaśpiewała do mikrofonu "Pójdźmy wszyscy do stajenki" i otrzymała swój prezent. Rozpakowała dopiero w domu i jest z niego bardzo zadowolona. Ogólnie dzień był udany :)

piątek, 09 grudnia 2011

... na Mazury! Od kilku dni prószyło po troszku, a dziś od rana to już śnieg pada na maksa! Mała zachwycona, przed chwilą wróciłyśmy z poczty i mimo że śnieg zacina po oczach to młoda nie odmówiła sobie poganiania na podwórku. Zmiana pory roku nastraja mnie optymistycznie. Jesień się kończy, idzie zima. A po zimie zacznie się czas wielkiego przygotowania na powrót wiadomo kogo ;) 

Odebrałam z poczty paczkę z nową kurtką dla małej. Tym razem nie różową, a turkusową. No i matka musi zarzucić włóczkę na druty żeby zmontować jakąś pasującą kolorystycznie czapuchę. Ale to pewnie już jutro, bo dziś na popołudnie do pracy. A jutro wreszcie wolne ;) I wieczorem impreza mikołajkowa, będzie się działo :)

 
1 , 2