Kategorie: Wszystkie | drutowo | kuchennie | życiowo
RSS
wtorek, 31 grudnia 2013

Co roku robiłam podsumowania mijającego roku, ale w tym roku mi się nie chce. Rok należał do tych ciężkich, na trudnej, leżącej ciąży zaczynając, walką o swoje pieniądze na różnych frontach kończąc. Łatwo nie było, ale to już za mną, z lepszym lub gorszym skutkiem. Były też dobre rzeczy, w końcu udało mi się dorodnego dziedzica urodzić praktycznie o czasie, część kasy odzyskałam, część przepadło. Ogólnie było dużo stresów i niepokoju, nerwów, łez... Ale rok kończę spokojniejsza. Zobaczymy jak będzie za rok ;)

Postanowienia? Brak. Mogę co najwyżej mieć pobożne życzenia.

Żeby dzieci zdrowo rosły, żebyśmy mądrze i z miłością mogli je wychowywać.

Żeby udało mi się po urlopie macierzyńskim znaleźć jakąś fajną pracę.

Żeby włóczek i nowych pomysłów mi nie brakowało.

I chyba nic więcej mi nie trzeba... Chciałabym też, żeby życiowy pech wreszcie się od nas odwrócił i zaczęły się te tłuste lata, których wyglądamy od początku małżeństwa i jakoś nadejść nie chcą ;/

 

Wam też kochani życzę wszystkiego co najlepsze w nadchodzącym roku. Przede wszystkim zdrowia i miłości, reszta sama przyjdzie :) No i może, żeby autorka waszego ulubionego bloga wreszcie podwinęła rękawy i się ogarnęła :)

piątek, 27 grudnia 2013

Ja oczywiście jak Feniks z popiołów, po długiej nieobecności, odradzam się i jestem, mam nadzieję, że uda się być teraz częściej.

Nasze życie po urodzeniu małego oczywiście się zmieniło. Na początku myślałam, że nie ogarnę się ze wszystkim. Nie dość, że w domu noworodek, któremu noc miesza się z dniem i który 24 h na dobę jest przy mamie, to jeszcze trzeba było wrócić do domowych obowiązków, z którymi rozstałam się na parę miesięcy leżenia. I jeszcze to latanie po lekarzach i ta przeklęta żółtaczka. Kostek, podobnie jak Karola, jak się zażółcił to ponad miesiąc odżółknąć nie chciał. Ale i to już mamy za sobą. Domowe obowiązki też okazały się do ogarnięcia, a dziecko zaczęło lepiej spać w nocy i żyć powoli w swoim rytmie. Czyli nie taki diabeł straszny, jakoś udało się wrócić do życia. Gorzej z internetową rzeczywistością, bo siadam do kompa w sumie tylko do porannej kawy, później w wolnej chwili albo coś się w domu ogarnia, dziergnę czasem parę rządków, a najlepiej to drzemka mi wychodzi ;)

Pierwsze święta małego w miarę spokojne były. W Wigilię wsadziłam oseska do chusty i nawet udało się kolację zjeść ;) Karola swoje pierwsze święta przewrzeszczała na zmianę na naszych rękach, Kostek swoje przespał ;) Ja ogólnie za świętami nie przepadam i cieszę się, że już się skończyły. Nowy Rok za pasem, może uda mi się jeszcze tutaj zajrzeć i zrobić coroczne podsumowanie.

A na deser fotka, ciut starowata już, ale zawsze ;)

 

Kostek