Kategorie: Wszystkie | drutowo | kuchennie | życiowo
RSS
czwartek, 31 marca 2011

No właśnie. Ten tydzień straszliwie mi się ciągnie. Może dlatego, że to podobno na razie ostatni tydzień rozłąki? Mąż wraca z Zegrza jutro i prawdopodobnie do Świąt ma być już na miejscu. Może właśnie dlatego tak się ciągną mi te ostatnie dni. W weekend mamy jechać na wieś zrobić "objazdówkę". Ciekawe, czy tam już wiosna ;)

A teraz parę słów o moich robótkach. Coś się tworzy, coś się pruje, ruch jest ;) Sweter nad którym tyle pracowałam (mój pierwszy pełnowymiarowy sweter) został rzucony w kąt i w tym tygodniu zaledwie kilka rządków zrobiłam. Naprawdę mało już zostało, bo kawałek karczka i plisa, ale straciłam zapał. Po pierwsze rozczarował mnie trochę jego krój (to nie jest mój projekt, robiony ze schematu)-jest to krótki i dość szeroki grzybek, a ja i bez tego szeroka jestem ;) Po drugie całość jest już zszyta i na drutach mam cały sweter w rozmiarze XL, który swoje waży i bolą mnie trochę niewprawione ręce. To oczywiście nie znaczy, że nic nie robię. Postanowiłam nauczyć się robić sweter od góry na okrągło na drutach z żyłką. Robiąc w ten sposób otrzymuje się sweter bez szycia. No i tworzę powoli sweterek dla małej oczywiście, bo to mniejsze rozmiarowo i mniej żal jak trzeba będzie pruć. Teraz robię z głowy a nie ze schematu więc wszystko się może zdarzyć ;) Już sporo mam zrobione więc może przed weekendem skończę, o ile pogoda wiosenna mnie nie wyciągnie na jakieś dłuższe spacery ;)

 

Twór nieukończony:

 

sweter

 

 

Twór zaczęty:

 

twory potencjalne (kraina motków):

motkolandia

środa, 30 marca 2011

W sumie nic takiego się nie działo w tym mieście ;) Ale chwytliwy tytuł notki ;)

Wczoraj cały dzień kiepsko się czułam, bolała mnie głowa, nic się nie chciało. Chyba ciśnienie było niskie, a ja jestem biometeopsychopatką. Po 16 wybrałam się z małą na spacer, to trochę pomogło, poczułam się lepiej. Ciśnienie chyba skoczyło, bo w domu już poszła mi aż krew z nosa. Nie mocno, ale jednak.

Wczoraj też odezwała się koleżanka, że ma dla mnie pracę. Praca normalnie bardzo by mnie interesowała-na recepcji w hotelu-ale oczywiście było jedno ale. Praca zmianowa, dużo nocek. A ja niestety nie mogę na nocki pracować. Normalnie, żeby mąż był w domu, wracał codziennie z pracy, to nawet bym się nie zastanawiała. A tak? Ani teściową prosić, żeby pół miesiąca u nas spędzała, bo się nie zgodzi na pewno. Ani nianię brać na noce, odespać przecież też trzeba taką zmianę. Więc niestety musiałam odmówić, ale trochę mi żal :(

I z tego wszystkiego na śmierć zapomniałam o wizycie u dentysty.

wtorek, 29 marca 2011

... rozmemłana...

Pogoda piękna, wiosenna, ale to też nie poprawia mi humoru. I nawet nie ma żadnego powodu, żeby mieć zły nastrój. Po prostu się pojawił.

Może to PMS zawitał wraz z wiosennym porankiem, żeby zniszczyć wszelkie przejawy dobrego humoru?

Ach te hormony, robią ze mną, co chcą :/

poniedziałek, 28 marca 2011

Wrzucam obiecany przepis na pierogi sprzed paru dni. Farsz można skomponować dowolny, ważne jest ciasto. To jest bardzo elastyczne, nie rozrywa się nawet gdy jest wałkowane bardzo cienko.  Moje były z farszem z pieczonego kurczaka, ale śmiało można je robić także na słodko.


PIEROGI z kurczakiem


Składniki:

ciasto:

- 2 szklanki mąki

- ok. 2/3 szklanki wody

- 1 jajko

- 1 łyżka oleju

- 1/2 łyżeczki soli


farsz:

- mięso z 2 upieczonych ćwiartek kurczaka (pieczemy jak na obiad-z ulubionymi przyprawami; może być także gotowane mięso np. z zupy)

- 1 cebula

- ewentualnie pieprz, sól do smaku


Wykonanie:

Mięso z kurczaka mielimy. Na oleju podsmażamy pokrojoną w kostkę cebulę, dorzucamy kurczaka i podsmażamy wszystko razem, doprawiamy i studzimy.

Składniki na ciasto mieszamy, zagniatamy podsypując mąką aż przestanie się kleić do rąk. Partiami rozwałkowujemy (ja wałkuję na grubość ok. 2 mm), wycinamy koła (np. szklanką lub specjalnym przyrządem do pierogów). Na środek koła kładziemy porcję farszu, składamy na pół i sklejamy boki.

Pierogi gotujemy w osolonym wrzątku 3 minuty od wypłynięcia.


pierogi


pierogi



A na koniec pochwalę się moją nagrodą wygraną w zeszłym tygodniu na Facebooku. Właśnie listonosz przyniósł ;)


nagroda

 

Dziś znowu sprzątam od rana. W weekend oczywiście standardowo mi się nie chciało, wolałam pokorzystać z obecności męża. No i jedna osoba więcej w domu to więcej bałaganu ;) Ja nie cierpię sprzątać, od kiedy pamiętam jestem bałaganiarą, ale przynajmniej ten raz w tygodniu ogarnąć muszę. Także dziś od rana sprzątanie. Słoneczko za oknem zachęca do spaceru, ale to na pewno później. Wszyscy narzekają na zmianę czasu, ale ja już od paru lat sama się przestawiam na wiosnę i zimą. Teraz już od jakiś 2 tygodni wcześniej kładłam się spać i wstawałam. Także zmiany czasu nie odczułam.

Pierwszą rzeczą, którą zrobiłam z rana było zrobienie i wysłanie korekty PITu do skarbówki. Przyszło pod koniec tygodnia pisemko, że źle został wpisany numer KRS. Sprawdziłam i faktycznie, diabeł nakrył ogonem ostatnie dwie cyfry ;) Ale już wszystko poprawione, wysłane, zostało czekać na kaskę, o ile nie okaże się, że jakieś inne błędy były.

Na moich drutach pojawiła się nowa robótka. Sweter już na wykończeniu, chociaż boję się, że minimalnie zabraknie mi włóczki. A teraz próbuję się nauczyć robienia na okrągło na drutach z żyłką. W tej chwili robię coś prostego, zwykły lekki szyjogrzej. Może przyda mi się w chłodniejsze wiosenne dni, a jak nie to zostanie na przyszły rok. No, chyba, że go spruję ;)


niedziela, 27 marca 2011

No i nadeszła niedziela, dzień kolejnego rozstania. Mąż pojechał spowrotem na szkolenie, my zostałyśmy znowu same.

Weekend był udany, spędziliśmy trochę czasu razem. Wygląda na to, że na razie to będzie ostatni tydzień rozłąki, jest szansa, że teraz do świąt mąż będzie normalnie jeździł do pracy. Znowu trzeba będzie się przyzwyczaić do siebie, przez te prawie 2 miesiące trochę od siebie odwykliśmy w codziennym życiu.

Sweter już prawie skończony. Wszystkie części są już pozszywane, właśnie robię karczek, zostaną tylko plisy i guziki. Już widzę, że wygląda on trochę inaczej niż myślałam, jest to taki dość szeroki krótki grzybek. Mój pierwszy prawdziwy sweter ;)

 

 

Konkurs kolejny-biorę udział

http://igraszkizwloczka.blogspot.com/2011/03/igraszkowy-konkurs.html

sobota, 26 marca 2011

... weekendowa.

Tak, mąż przyjechał ;) Szczęśliwa :)



piątek, 25 marca 2011

Nie chce mi się zgrywać zdjęć z aparatu, to na razie nie będzie obiecanego przepisu na pierogi, może w przyszłym tygodniu wrzucę.

Piątkowo niepewnie, bo wczoraj mąż oznajmił, że może będzie miał możliwość przyjechać dziśna weekend do domu, ale jest to MOŻE, pewny będzie, jak będzie już w samochodzie siedział. Więc czekam na jakieś wieści. Wczoraj też okazało się, że możliwe, że coś jest nie tak z jednym z badań, które wykonał ostatnio, bo kazali je powtórzyć. Niby nic na pewno nie wiadomo, a ja już się trochę boję, strasznie się trzęsę o jego zdrowie.

Wczoraj też musiałam spruć rękaw, nad którego rozgryzieniem tak się głowiłam. Rozpracowałam wzór, ale przy odejmowaniu oczek jakieś dziwności mi powychodziły, więc trzeba było zacząć od nowa. Ale za drugim razem wychodzi już tak jak powinno :)

Dziś kolejna wizyta u dentysty. Nawet się nie boję ;) Muszę chyba zrobić najgorszego zęba, to potem będzie już z górki ;)

środa, 23 marca 2011

Już po wizycie u dentysty. Bałam się straszliwie, nawet jak dentystka już na fotelu powiedziała, co będzie robić to ja się zastanawiałam, czy nie zwiać ;) Ale zostałam, otrzymałam znieczulenie i jestem szczęśliwą posiadaczką nowiutkiej bialutkiej plomby w dolnej lewej szóstce. I nawet nie bolało ;) Jeszcze trochę tych wizyt będzie. Co prawda jest tylko jeden ząb wymagający poważniejszej interwencji, ale jest sporo małych ubytków. Mała była ze mną, w każdy kąt zajrzała. Zrobiła tylko wielkie oczy jak dentystka wbijała mi igłę w dziąsło (wspomnienie zastrzyków ciągle świeże). Na koniec nawet sama usiadła na fotelu i dała obejrzeć swoje ząbki - żadnych ubytków! Tylko wada zgryzu jest dość poważna, ale to już genetyczne, ja też mam taki.

Ogólnie wrażenia na plus. Jeszcze kilka wizyt i może przestanę się bać dentysty - następna w piątek.


A pierogi wyszły pyszne :) Może jutro wrzucę fotkę i przepis

Tak, dziś przełamię 3 moje bariery.

Bariera strachu.

Dentysta. Dziś na 18. Już wczoraj przez telefon krzyczałam na męża, że to miała być jego wizyta,a on sobie pojechał i sumienie mi nie pozwala zmarnować wizyty, na która 3 miesiące się czekało, tym bardziej, że u mnie w paszczy znalazłoby się coś do roboty.

Bariera lenistwa.

Pierogi. Dziś na obiad. Uwielbiam pierogi. Najgorsze jest to, że lubię najbardziej te swojego autorstwa ;) Wczoraj specjalnie upiekłam na obiad więcej kurczaka, żeby mieć do farszu. Uwielbiam jeść pierogi, nie cierpię za to ich robić. Ale dziś jest nadzieja, że lepienie tych potworków odciągnie moje myśli od dentysty.

Bariera własnej niewiedzy.

Rękawy do swetra. Dziś w nocy. Wczoraj skończyłam "batmana"-przody razem z tyłem, teraz pora na rękawy. Są ona robione innym wzorem. Wczoraj próbowałam zacząć i zonk. Za cholerę nie wychodziło. Dłuuuuuugo kombinowałam i wykombinowałam. W opisie wykonania jest błąd. Jedno pieprzone oczko jest pomylone i już wychodzi coś zupełnie innego. W nocy dostawałam takiego szału próbując, że w końcu nie mogłam sobie przypomnieć, jak się w ogóle oczka na druty nabiera :D Ale najważniejsze, że się udało.


No to zaczynam walkę. Mam nadzieję, że bariery przełamię ja, a nie one mnie.


PS. Możecie być ze mnie dumni, wczoraj wykonałam wszystko według planu, leń został pokonany i mam czyściutko i pachnąco w domu ;)

 
1 , 2 , 3 , 4