Kategorie: Wszystkie | drutowo | kuchennie | życiowo
RSS
sobota, 30 kwietnia 2011

... ale coś nie mam weny ostatnio. Nie do gotowania, do umieszczania przepisów. Liczba niepublikowanych przeze mnie przepisów i zdjęć rośnie. Czekam na wenę, to wtedy powrzucam. 

Dziś początek długiego majowego weekendu (mimo, że jeszcze kwiecień). Dzisiejszy dzień spędziliśmy w domu. Ugotowałam gołąbki, porobiłam trochę na drutach. Wczoraj zaczęłam robić narzutę na małej łóżko. Nowa narzuta w sklepie kosztuje ponad 100 zł. A ja wypatrzyłam sobie na ravelry fajny wzór narzuty, zrobiłam próbkę i dzieję. Mam sporo pojedyńczych motków jednego rodzaju włóczki, w różnych kolorach, więc wyrobię je przy okazji. 

Wczoraj byłam po południu na zakupach, kupiłam sobie dżinsy, eleganckie spodnie na komunię i baletki. Przymierzyłam mnóstwo ciuchów i prawie się poryczałam w przymierzalni. Jak ktoś jest szczupły i nosi rozmiar 36-38 to łatwo mu coś kupić, bo w prawie wszystkim dobrze wygląda. Ale przy rozmiarze 42-44... Załamana jestem. Ale może to i dobrze, że się tak podłamałam, będzie to może dla mnie lepszą motywacją do trzymania, a może i zaostrzenia, diety, i robienia kilometrów na bieżni.

Dziś za to miałam iść wieczorem na piwo z koleżanką, ale jakoś wstałam lewą nogą i nie mam od rana humoru ani nastroju na wieczorne wyjścia. Posiedzę w domu. A jutro jedziemy na wieś. Mam tylko nadzieję, że pogoda dopisze.

piątek, 29 kwietnia 2011

Tak, tak, właśnie w mojej! Bo przecież nic tak nie dodaje kobiecie powera jak zakupy ;)

Wczoraj przywieźli narożnik i małej łóżko. Mała na razie się buntuje i nie chce spać w swoim pokoju (wcześniej spała na wersalce w salonie). Ale z czasem na pewno się przekona. Narożnik podoba mi się straaaaasznie. Cały salon zyskał nowy charakter. 

We wtorek jedziemy po bieżnię (kupiłam na allegro, ale niedaleko, odbierzemy osobiście). Mąż się śmiał ze mnie jak mówiłam o bieganiu i dziesięć razy pytał, czy na pewno będę z bieżni korzystać. No to powiedziałam mu, że tak się na tej bieżni wylaszczę, że mnie nie pozna. No ciężko będzie się z tej deklaracji wycofać, więc motywacja będzie większa. Wy też mnie mobilizujcie ;)

Następna notka za to na pewno będzie o gotowaniu, bo tyle już mam zaległych przepisów, że szok. 

czwartek, 28 kwietnia 2011

... z drutów. Jest to otulacz. Na razie z drutów zeszło i weszło do szafy, ale przyda się na jesieni. Popełniłam mały błąd, ale i tak mi się podoba :)


otulacz


i zdjęcie na modelce specjalnej troski ;) jakoś marna, tak jak i modelka ;)

 

otulacz


A poza tym u nas szał zakupów. Wpadło nam parę groszy ekstra, więc wczoraj całe popołudnie lataliśmy po meblowych. I poczyniliśmy pewne zakupy, a jak. Kupiliśmy małej łóżko. I to w cenie naprawdę okazyjnej, bo sklep się zamyka. No i do salonu piękny narożnik wybraliśmy.

Na allegro też coś tam kupiliśmy-mężowi nabyliśmy laptopa, przyda mu się na licznych wyjazdach. A ja sobie kupiłam bieżnię, przyda mi się do złapania formy ;)



środa, 27 kwietnia 2011

... do wypieku domowego chleba. Jak wiecie, jakiś czas temu postanowiłam spróbować. Trochę z tym zwlekałam bo chciałam piec chleb tylko na zakwasie, bez dodatku drożdży, a perspektywa wyhodowania zakwasu od podstaw lekko mnie przerażała. Ale w końcu odważyłam się i nie żałuję.

No to parę słów o zakwasie.

Do wyhodowania zakwasu potrzeba nam tylko mąki, wody i cierpliwości ;) Podobno na początek dobrze zacząć od mąki żytniej o wysokim typie. Ja kupiłam mąkę żytnią specjalną do wypieku domowego chleba.

1. Do wysokiego naczynia wsypujemy 100 g mąki żytniej i wlewamy 100 ml letniej wody.

2. Mieszamy dokładnie.

3. Przykrywamy i odstawiamy w ciepłe miejsce.

4. Czekamy ;)

5. Po 12 godzinach mieszamy dokładnie.

6. Po kolejnych 12 godzinach (od mieszania) dokarmiamy zakwas 100 g mąki i 100 ml letniej wody.

Czynności 5. i 6. powtarzamy przez 5 dni. Po 5 dniach możemy upiec nasz pierwszy chleb.

Należy wiedzieć, że nasz zakwas będzie fermentował, czyli różne dziwne rzeczy będą się z nim działy. Będzie zmieniał konsystencję, zapach. Dopóki nie pojawia się na nim pleśń, wszystko jest na dobrej drodze. Z pierwszego, młodego zakwasu chleb nie wyjdzie nam zbyt okazały, ale z każdym kolejnym będzie coraz lepiej. Ja na swoim zakwasie upiekłam dopiero kilka chlebów, ale wychodzą już naprawdę smaczne.

Mam nadzieję, że moje wskazówki komuś się przydadzą i odważy się ktoś zacząć swoją przygodę z chlebem. Za kilka dni napiszę, jak z własnoręcznie wyhodowanego zakwasu upiec pierwszy chleb.

Zaznaczam, że jestem początkująca w tej dziedzinie i moje instrukcje też są dla osób początkujących, tłumaczone tak na "chłopski rozum" ;)

Ja dziś piekę swój kolejny bochenek, jak skończę, może wrzucę fotkę :)

wtorek, 26 kwietnia 2011

Może to i lepiej, że się już skończyły ;)

W pierwszy dzień Świąt wiał u nas zimny, nieprzyjemny wiatr, więc z aktywnych form wypoczynku został nam poker ;) U moich rodziców trochę pograliśmy rezygnując ze świątecznego obżarstwa. Za to u teściowej wieczór za stołem. Zjechało się całe rodzeństwo mego męża z rodzinami. a gdy już dzieci posnęły, mężowie umęczeni biesiadowaniem też się pokładli, na placu boju zostałam ja, teściowa, szwagierka i być-może-w-niedługiej-przyszłości szwagierka. No i od słowa do słowa o drugiej nad ranem postanowiłyśmy zrobić sobie babską posiadówkę z żubrówką i krupnikiem w tle ;) Tak nam było wesoło, że gardła pościerałyśmy i pobudziłyśmy śmiechem facetów ;)

W lany poniedziałek pogoda za to dopisała i spędziliśmy cały dzień na dworze. Oblewaliśmy się wodą, potem rozpaliliśmy ognisko i upiekliśmy kiełbaski. To również był sympatyczny dzień. Wczoraj padłam wieczorem jak mucha :)

Najgorsze jest to, że szwagierka napakowała nam mnóstwo ciasta, a ja od razu po Świętach miałam wrócić do swojej dietki. Cóż, wrócę od jutra ;) W Święta też nie pofolgowałam sobie aż tak strasznie.

A teraz już czas wracać do rzewczywistości. Jedna dobra strona faktu, że nie pracuję-dziś z czystym sumieniem mogę sobie odpocząć po Świętach :)

sobota, 23 kwietnia 2011

... jak wasze przygotowania przedświąteczne? U mnie coś w lodówce, coś w piekarniku, świeży chlebek odpoczywa pod szmatką (nie mogłam sobie odmówić upieczenia na Święta). Posprzątane już nawet, zostało tylko umycie podłóg i mogę świętować :) Mam nadzieję, że wam też idzie dobrze.

Chciałabym Wam życzyć szczęśliwych, zdrowych i pełnych radości Świąt. Oby Wam się!

17:01, zona_trepa
Link Komentarze (4) »
piątek, 22 kwietnia 2011

... to chciałam zostać marynarką ;) I nie chodziło o część męskiej garderoby :) Marynarzem nie zostałam, ale mundur jest mi bliski z wiadomych względów :)

A mała chyba też ma mundurowe ambicje :)


za mundurem...



A co poza tym? Przedświąteczny szał porządkowo-gastronomiczny. Sprzątania nie lubię, ale gotowanie uwielbiam i nareszcie przygotowania wchodzą w mój ulubiony etap :)

09:26, zona_trepa , życiowo
Link Komentarze (3) »
czwartek, 21 kwietnia 2011

... że nic mi się nie chce. A taki leniuch jak ja przynajmniej raz w tygodniu musi mieć taki dzień, że nic mu się nie chce. I dziś taki mam. I tak późno, bo to już czwartek ;)

Dobrze, że nie mam dziś zaplanowanych żadnych przygotowań przedświątecznych. Obiad też mam ugotowany. Także rozgrzeszam się z lenistwa. Pójdę tylko z małą na plac zabaw trochę, niech się w piachu pogrzebie. Wezmę ze sobą pewnie jakąś robótkę, coby się nie nudzić na słońcu. I będę siać zgorszenie wśród mamusiek. Nie rozumiem, czemu u nas się utarło, że na drutahc to robią starsze panie kapciuszki wnukom. Jak młoda kobieta siedzi z drutami to wzbudza niezdrową sensację. A ja i wśród młodych, i tych starszych. Bo mało tego, że dziergam, to robię to odwrotnie-jak na lewordaka przystało ;)

Wspomnę jeszcze tylko, że nadal nie rezygnuję z diety. Nawet poleciały mi jakieś centymetry w obwodach ;) Z wagą nie wiem jak, bo dla własnego zdrowia psychicznego nie  posiadam tego ustrojstwa ;) Na Święta zrobię sobie mały odpust (ale nie całkowity) a potem wracam do diety i wprowadzam ćwiczenia. Kciuki nadal wskazane ;)

środa, 20 kwietnia 2011

Ogólnie uważam się za osobę wrażliwą. Czasem nawet aż za bardzo. Zdarza mi się ryczeć na filmach, historia zna przypadek moich łez na teledysku Enrique Iglesiasa ;) Jak byłam w ciąży to popłakałam się na widok rozjechanego kota. A dziś? Wzięło mnie na oglądanie starych zdjęć z ogólniaka. Są na stronie www mojego liceum, nieczęsto ją przeglądam. No i sama nie wiem jak to się stało, ale poryczałam się przy tych fotkach. Chyba z czystego sentymentu. W sumie to był dla mnie dobry okres. Gdzie te czasy, kiedy człowieka największym problemem była klasówka z polaka? Nawet nie wiem kiedy minęło te osiem lat od matury...

Jak babę najdzie...

wtorek, 19 kwietnia 2011

Mała śpi. Mąż właśnie wyjechał na nocne ćwiczenia. Zostałam sama na placu boju.

Dziś kawał dobrej roboty zrobiłam. Wysprzątałam kuchnię i okazało się, że wcale nie jest taka mała jak mi się wydawało. Niby nic mi się do szafek nie mieściło, a nagle po porządkach nawet wolne miejsce zostało ;) Lodówkę też wyszorowałam, niech ma na święta ;) Potem byliśmy z małą na placu zabaw, to znaczy mała była, a my siedzieliśmy na ławeczce na skwerku. Wzięłam ze sobą druty i robótkę, ale mało podziałam, bo chłodno się zrobiło i cierpły mi palce. Ale siedząc z drutami budziłam zainteresowanie ;)

A jutro? Coś na obiad trzebaby wymyślić, z małą na dwór wyjść. Zaczyna się sezon spędzania godzin na placach zabaw. W S. braliśmy młodą, rakiety do badmintona i mała w piach a my na trawniku ganialiśmy za lotką. Na początku ludzie dziwnie patrzyli, a potem przywykli. A trawa wydeptana była porządnie. A w tym roku to nie wiem czy to się uda. Karol z racji przygotowań do misji będzie wyjeżdżał i po prostu nie będzie kiedy grać.

Tagi: kobieta
22:07, zona_trepa
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4