Kategorie: Wszystkie | drutowo | kuchennie | życiowo
RSS
czwartek, 30 czerwca 2011



Skończyłam swój sweterek i jestem z niego zadowolona. Nie chciało mi się czekać, aż mąż mi zrobi zdjęcia, więc kilka machnęłam sobie szybko sama. Sweterek jest idealny rozmiarowo, mięciutki i naprawdę bardzo wygodny. Ma szansę zostać moim ulubionym ;) 

Wybaczcie jakość zdjęć i urodę modelki-co ojciec spieprzył to i fotograf nie poprawi ;)

 

goodale

 

goodale

 

goodale

 

Sweterek wykonałam z 6 motków wełny Rozetti First Class przy użyciu drutów Addi Lace nr 4,5 i 3,25. I nie prułam ani razu! :)

 

Wspomnę jeszcze, że właśnie powstał fajny blog dla dziewiarek, gdzie będziemy umieszczać różne dziewiarskie techniki, pomysły, może projekty... Na pewno można będzie tam znaleźć inspirację! I ja też go współtworzę jako handzik :)

www.drutpomocniczy.blogspot.com

 


środa, 29 czerwca 2011

... dzisiaj było. Koło południa przyjechała koleżanka z córką i dopiero co pojechały. Posiedziałyśmy, pogadałyśmy, wyszłyśmy z dziećmi na plac zabaw. Mile spędzony dzień. Jutro powtórka, tylko że u nich ;)

Skończyłam swój sweterek. Już wyprany i zablokowany, czeka tylko na przyszycie guziczków i sesję zdjęciową. Fotografa mam, może uda się go jutro lub pojutrze namówić na plener ;) Sweterkiem jestem zachwycona-bardzo mi się podoba i on sam i to jak ja w nim wyglądam. Może zrobię sobie drugi w innym kolorku :)

wtorek, 28 czerwca 2011

... ale mi się nie chce...

Coś bym upiekła dobrego albo ugotowała... ale się lenię...

W jakiś marazm popadłam. Wczoraj co prawda posprzątałam, ale tylko dlatego, że już musiałam. Wszędzie było tyle kocich alergenów, że żyć normalnie się nie dało. Na placu zabaw z dzieckiem nie byłam, bo po urwaniu chmury wszystko pływało.

Chyba tylko do narzekania mam nastrój ostatnio. Wakacje jakieś by się przydały. To przecież nieprawda, że osoby niepracujące zawodowo nie potrzebują odpoczynku. Potrzebują, a jak. I ja chętnie bym się wyrwała choć na parę dni z tych murów i pojechała gdziekolwiek. Ale w tym roku to pozostanie w sferze marzeń. Po pierwsze, kasy ciągły brak, a po drugie mąż się w tym roku nie wyrwie raczej. Teraz mają kurs pasztu, potem kolejny poligon, prawdopodobnie do końca sierpnia. A we wrześniu już wyjazd. Więc chyba moje akumulatory nie zostaną naładowane, będę tak ciągnąć na pół gwizdka :(

poniedziałek, 27 czerwca 2011

... że ile by nie trwał to i tak się skończy. Tak też stało się i z tym. Mąż już dziś wrócił do pracy, a ja muszę okiełznać domowy bajzelek. My niby w czwartek, piątek i sobotę byliśmy na wyjeździe, ale bałagan w domu straszny. W czwartek to w sumie wpadliśmy tylko na noc i pakowanie, to trochę bajzlu narobiliśmy, a kot dopełnił dzieła. Wczoraj-w niedzielę nie łapałam od razu za mopa i odkurzacz, ale dzisiaj już tego nie uniknę. A i okres wczoraj dostałam, to mój zapał do sprzątania to mniej niż zero. No ale cóż, samo się nie zrobi...

W piątek wieczorem robiliśmy grilla na wsi, a że noce teraz zimne znowu się zrobiły, to chyba się zaziębiłam. Ale tak to jest, jak ktoś siedzi na podwórku do późna, bo zaczyna imprezę jak już większość towarzystwa się rozjedzie. I mam za swoje. 

I namyśliłam się, że jednak wam pokażę, co za tajemniczy sweter mam aktualnie na drutach, i tak efekt końcowy raczej was zaskoczy ;) Ale wrzuciłam fotkę na Ravelry, wrzucę i tu. 

 

najpiękniejsza w całej wsi

Jest to sweter, na który po raz pierwszy kupiłam na Rav wzór, i to wzór po angielsku. Nie jest trudny, radzę sobie bez problemu, tylko te niezliczone rzędy ściegu pończoszniczego mnie powoli dobijają... Ale już bliżej jak dalej. Muszę skończyć, póki mam w domu fotografa ;) A kolor na zdjęciu jest mocno przekłamany.

 

Uwaga! Podczas pisania tej notki nie ucierpiały zwierzęta, nawet kot, którego chyba ze sto razy musiałam ściągać ze swoich nóg, których uczepia się pazurami i zębami.

niedziela, 26 czerwca 2011

Jesteśmy już w domu. W piątek byliśmy w S., odwiedziliśmy parę osób, załatwiliśmy kilka spraw i wybraliśmy się na wieś. Były szwagra imieniny i zrobiliśmy grilla. Pojawiła się prawie cała rodzina męża. A ja niestety... paliłam fajki... Coś mnie strzeliło i w piątek spaliłam chyba  z 6 papierosów, wczoraj jednego. Jak się zaciągnęłam... o matko, jak pijak po kieliszku. Ale mam nadzieję, że to był tylko taki jednorazowy wyskok, trzeba się wziąć za siebie bo nie mam zamiaru ani ochoty wracać do nałogu. 

W piątek też wybrałam się pobiegać w plener, chciałam sprawdzić jak mi się będzie biegało po zaprawie na bieżni. Niestety moja bluzka ze sportowym biustonoszem do mnie nie dotarła jeszcze i biegałam w zwykłym staniku. Skończyło się to niezbyt ładną raną na piersi. Nawet bym nie pomyślała, że zły biustonosz może coś takiego mi zostawić :/ Ale awizo leży, jutro już będę miała biustonosz specjalistyczny. Możecie się śmiać, ale przy biuście miska F dobór właściwego biustonosza ma wielkie znaczenie.

Wzięłam też ze sobą na wieś robótkę i w wolnych chwilach dziergałam. Ale nie małej sweter, który już tu pokazywałam, tylko sweter dla siebie. Nie będę z niego robić zajawek, pokażę go dopiero jak skończę ;) 

czwartek, 23 czerwca 2011

... cały dzień spędziliśmy na wsi. U moich rodziców pograliśmy trochę w pokerka, u teściowej posiedzieliśmy ze szwagrami... całkiem fajnie było. 

Młoda nie zapomniała też o Dniu Ojca, laurki zostały wykonane i dane Szacownemu Rodzicielowi ;)

Jutro wybieramy się do S., mąż ma jakieś sprawy urzędowe do załatwienia, więc i my się zabierzemy przy okazji. Dziś się przekonałam, że jestem w stanie dziergać podczas jazdy samochodem, więc trasa mi nie straszna ;) Potem wybieramy się na wieś na noc, jakiś mały grill wchodzi nawet w grę :) 

Tagi: kobieta
20:56, zona_trepa , życiowo
Link Komentarze (1) »
środa, 22 czerwca 2011

... córą moją, a co.

Wiecie już, że z mojej prawie czterolatki modelka pierwsza klasa i wdzięczna nosicielka dzianinowych wypocin matki. 

Nie wiecie, że młoda ostatnio pasjami rysuje. Jej postacie powoli zaczynają nawet przypominać ludzi ;) Pisze też "mama" i "tata". Oto dowód jej plastycznych zdolności:

 

rysunek

Potrzebne będzie kilka wyjaśnień: ta z niebieskimi włosami to ja i mam w brzuchu dzidziusia (! chyba czas najwyższy się postarać!), to czarno-żółte obok taty to kot w żółtej koszulce, a to różowe co jest wszędzie to śnieg ;)

A po ciężkiej plastycznej harówce zawsze można walnąć się na podłodze i z kotem bajki pooglądać ;)

Karola i kot

 

A żeby nie było tak słodko, to chciałam jej zrobić fotę przy przymiarce nowego swetra ale się zbutnowała że będzie głupi wyglądać w nieskończonym. No i zapozował miś:

miś

Gdyby sweterek był dla niego to na długość byłoby już ok, ale młoda sporo dłuższa ;)

09:26, zona_trepa , życiowo
Link Komentarze (4) »
wtorek, 21 czerwca 2011

Tak, wypowiedziałam wczoraj wojnę swojemu kotu. Jakiś mi się wyjątkowo psotny egzemplarz trafił. Skubaniec obrywa lub wyciąga z doniczki suche liście od kwiatka i zaczyna się dzika zabawa. Fajne takie listki, szeleszczą, są leciutkie. Ale po pięciu minutach zabawy mam w nich cały pokój. Ba, jeden pokój mu nie wystarcza, ciąga je po całym mieszkaniu. Ale pal licho, się sprzątnie. Wczoraj jednak miarka się przebrała. Przyniosłam z poczty moje nowe włóczki, wrzuciłam do kartona z resztą. Po pół godzinie zastałam jeden motek rozciągnięty po całym mieszkaniu. I poplątane to to tak, że nie wiem, czy ciąć nie będzie trzeba. Oczywiście futro przetrzepałam, ale potem znowu parę razy wyrwałam motek mu z zębów. Czyżby koty lubiły wełnę merino? Sięgnęłam po broń ostateczno. Koci Terminator. Spryskiwacz z wodą. I nie zawaham się go użyć w obronie moich motków ;) Drżyj, koci wiewiórze!

 

A poza walką z kotem miałam wczoraj dużo zajęć, posiedziałam sobie w kuchni i powstała z tego pomidorówka, pierogi i truskawkowiec. Za to dziś mam święty spokój i może zmobilizuję się ewentualnie do odkurzenia i zmycia podłóg. I chyba czas najwyższy męża zatrudnić jako kierowcę-tragarza i wybrać się na jakieś konkretniejsze zakupy, bo takowe nie były robione już od paru tygodni.

Tagi: kobieta kot
08:42, zona_trepa , życiowo
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 20 czerwca 2011

... że jesteśmy już w komplecie :) Długo w nim nie będziemy, ale choć trochę zdążę się tym stanem nacieszyć ;)

Wczoraj najpierw mąż odsypiał przez pół dnia podróż, potem obiadek i byliśmy na spacerze. W każdej wolnej chwili mała ciągała go do swojego pokoju na zabawy. Miała niezłą niespodziankę, bo myślała, że tata wróci po południu, a on był w domu już o 7 rano, jak tylko wstała :) Dzisiaj już normalnie pojechał do pracy, bo to, że nie jest na kursie nie znaczy, że ma wolne :( Dobrze, że chociaż w tym tygodniu jeden dodatkowy dzień wolny wypada ;)

Ja wczoraj nadgoniłam trochę dzierganie kolorowego kardiganu dla małej, ale zaraz lecimy na pocztę z awizkiem odebrać moje moteczki na sweterek dla mnie, więc pewnie kolorki pójdą w kącik na jakiś czas :) Oto stan na dziś:


crazy colors cardi

 

Dzisiaj też mam dość ambitne plany kulinarne, po zakupach i obowiązkowym spacerku cały dzień spędzę pewnie w kuchni. Chcę zrobić truskawkowca jeszcze raz póki jeszcze są truskawki. Zostało mi mięsa z wczorajszego gulaszu, dogotuję trochę i zrobię pierogi. No a z wywaru po gotowaniu mięsa jakąś zupę też się zrobi. Dzień w miarę pracowity więc będzie, ale energii mam dziś sporo :)

niedziela, 19 czerwca 2011

... może nie wszystko jest tak, jak chciałam, ale jest :)

 

 

I jeszcze mała zajawka na nową robótkę, którą zaczęłam wczoraj. 

crazy colors cardi

 

Z tego ma powstać prosty cardigan dla młodej. Udziwnień nie będzie, wystarczy, że kolorki wariackie ;) Wełenka jest bardzo cienka, typowo skarpetkowa, ale przyjemnie się z niej robi.

 
1 , 2 , 3 , 4