Kategorie: Wszystkie | drutowo | kuchennie | życiowo
RSS
poniedziałek, 31 października 2011

... dopiero się dziś zaczyna. Dziś i jutro mam wolne i wybieramy się z Karolą w gości. Później przyjedzie Karoli chrzestny i jedziemy do Karola siostry na 2 dni. Odwiedzimy groby, posiedzimy trochę w ludziach. Trzeba też będzie zajrzeć do rodziców i teściowej przy okazji. Jak uda mi się Szymon namówić to może zalecimy też do mojej fryzjerki i wrócę z rudą czupryną. Ale to jeszcze nic pewnego...

Wczoraj w pracy był zalatany dzień, było mnóstwo ludzi i roboty. Ale ja lubię najbardziej jak coś się dzieje. Czas mija szybciej i ciekawiej. I tak było wczoraj. Dobra, koniec relacji, lecę pobawić się trochę z młodą, trzeba będzie się ogarnąć i spakować troszkę.

sobota, 29 października 2011

... z mężem :) Wrócił już do bazy i odezwał się na skype. Chwilę pogadaliśmy, obejrzałam go sobie na ekranie, ale sygnał miał słaby i przerzuciliśmy się na pisanie. Biedny przeziębiony :( Fajnie było go zobaczyć, pogadać przez chwilę... 

No i front robótkowy. Skończyłam dziś mitenki dla małej. Są do kompletu do czapki, której nie mogę pokazać i ocieplacza, który pokażę niebawem. Fajne wyszły :)

 

mitenki

 

mitenki

 

Czerwone pazurki to sprawka pewnej Pauliny. Malowała dziś u nas sobie to i Karola też zapragnęła mieć takie :)

Teraz w końcu na druty wchodzą skarpetki dla mnie. Ciekawe ile czasu będę je robić, czasu na wszystko braknie...

piątek, 28 października 2011

... kolejny tydzień się kończy. Jutro mam wolne więc wreszcie się wyśpię, w tym tygodniu miałam ranki i wstawałam o 5, więc jestem lekko niewyspana. W przyszłym tygodniu mam trochę wolnego, odpocznę sobie.

Nadal nie mam kontaktu z mężem. Właśnie kończy się trzeci tydzień jak go nie ma i rozmawialiśmy tylko 2 razy :( Podobno pierwsze tygodnie rozłąki są najcięższe, potem jest lepiej... Mam nadzieję, że tak będzie, bo do tej pory czas szybko mi mijał i nie miałam jakiś większych "dołów". Jakoś to leci...

Tylko do drutowania jakoś straciłam zapał. Wezmę wieczorem na chwilę do ręki i zaraz mi się odechciewa. Może dlatego, że trochę zmęczona jestem i wolę trochę poleżeć. Mam nadzieję, że szybko mi minie, bo mam tyle robótek w planach...

środa, 26 października 2011

... nareszcie siedzę na tyłku, kawka zaparzona i ptasie mleczko też jest :) A co, kto mnie będzie rozpieszczał jak ja sama tego nie zrobię? 

Dziś pracowity dzień, zjechało do nas sporo towaru i trzeba to było rozpakować, poukładać i pocenować. Do tego musiałam pospisywać straty. Jak wracałam zaszłam do naszego osiedlowego sklepiku i sklepowa stwierdziła, że dużo schudłam :) Ale i tak jeszcze sporo do zrzucenia zostało...

Strasznie mi się chce jakiejś odmiany... I to takiej szalonej ;) Tatuaż, kolczyk w języku, ruda czupryna... Coś w ten deseń :) Trzeba nad tym pomyśleć...

Tagi: kobieta praca
16:28, zona_trepa , życiowo
Link Komentarze (5) »
wtorek, 25 października 2011

Miałam dziś ciężką noc. Obudziłam się o 1.30 i przez prawie dwie godziny nie mogłam zasnąć. A o 5 zadzwonił budzik. Ledwo zlazłam z łóżka. Potem jakoś się rozruszałam, dobrze, że chodzę do pracy piechotą-zimne powietrze mnie orzeźwiło :) W pracy było całkiem ok. Sporo osób mówiło, że myślało o mnie w niedzielę, gdy dowiedzieli się o tragedii w Afganistanie. Ja nadal jestem wstrząśnięta.

Zaczęłam myśleć o paczce dla męża, w listopadzie będzie możliwość jej nadania. Zastanawiam się, jaką mu zrobić niespodziankę. 

Skończyłam Karolinie szaliczek-otulacz. I od razu zaczęłam rękawiczki do kompletu. Nie wiem, czy starczy mi włóczki, najwyżej dokupię po wypłacie. Chciałabym jeszcze tyle rzeczy wydziergać przed zimą, ale jakoś czasu mi braknie. A mąż pisał, że nosi szczęśliwe skarpetki, które ode mnie dostał :) 

Ech, chciałam zmienić temat ale nie wyszło... Jakoś dużo dziś myślę o Nim. I tęsknię :(

poniedziałek, 24 października 2011

Wczorajszy dzień nie był łatwy. Oczywiście o wydarzeniach w Afganistanie wiedziałam dużo wcześniej niż podały media. I wcale nie od męża, on się nie odzywał. I najpierw denerwowałam się, czy jest cały. Potem się odezwał, ale ja nadal miałam nerwa. Uspokoiłam się trochę wieczorem, gdy podano tożsamość żołnierza i okoliczności wypadku. Ale to, że go nie znałam, wcale nie sprawia, że jest mi lżej. Takie wiadomości przyjmuje się w ogóle inaczej gdy ma się męża przy boku, a inaczej, gdy on jest gdzieś tam, samotny, pewnie także przerażony, choć w życiu by się do tego nie przyznał... 

Składam najszczersze kondolencje rodzinie zmarłego wczoraj żołnierza.

To naprawdę trudny początek X zmiany... Oby dalej już było spokojnie.

sobota, 22 października 2011

... zaniedbuję trochę ostatnio mojego bloga, ale to wszystko z braku czasu. Rano wiecznie próbuję ogarnąć trochę mieszkanie, pobyć z małą, wyspać się... A wieczorem wracam, szybki prysznic, chwilka dla siebie i spać. Ale dziś mam ostatni dzień na popołudnie, niedziela i poniedziałek wolne a od wtorku na ranki. Grafik na listopad też już widziałam. Mam jeden cały weekend wolny i mam zamiar się wybrać z małą do starej koleżanki. Karolę czeka pierwsza podróż pociągiem :)

Wczoraj w pracy było fajnie. Zaczynam lubić te dni, gdy jest nas mało na zmianie. Jest więcej pracy, latam po całym dziale, cały czas coś się dzieje. Czas mija szybko. A co się nagadam... język aż kołkiem staje... Haneczka w swoim żywiole ;) Dostałam też jeszcze jedną alejkę do opieki. No i jestem już prawie ekspertem od tapetowania :) Niestety praca w takim miejscu powoduje, że mam ciągłą ochotę coś w swoim mieszkaniu zmienić. Na wynajmowanym się mało opłaca, ale niechaj tylko kupimy swoje m ;) Będzie się działo ;)

A propos dziania zaczęłam szaliczek dla małej, ale z braku czasu idzie bardzo powoli... W planach mam jeszcze skarpetki dla siebie no i koniecznie jeszcze jeden otulacz. Żeby tylko doba była troszkę dłuższa...

czwartek, 20 października 2011

... jak go malują. Fakt, byliśmy wczoraj na dziale tylko we dwoje. Na dodatek mój kierownik był kierownikiem dyżurnym, a dyrektora nie ma aktualnie na sklepie, więc zalatany był niemiłosiernie. Przez ogrom czasu cały dział był na mojej głowie. Ale dałam radę :) Nie było tak źle :) Coraz więcej już umiem, coraz lepiej mi idzie. Nadal ze strachem czekam na dzień, w którym będę musiała zrobić komuś farbę w mieszalniku :) Wczoraj mało brakowało, a byłby debiut, ale klienci jednak się rozmyślili. Uratowana :)

Poza tym póki co dobrze sobie ze wszystkim radzę. Mała coraz mniej tęskni za tatusiem, przyzwyczaja się. Ja może niekoniecznie, ale myślałam, że będzie dużo gorzej. Podobno pierwsze tygodnie są najgorsze. Jeżeli tak, to nie będzie tak źle ;) Jak mam chwilę słabości to mówię sobie: kobieto, ogarnij się, masz czas do maja na płacze, na razie trzymaj fason! No i póki co trzymam :) Oby tak dalej... byle do wiosny ;)

środa, 19 października 2011

... pierwszy dzień pracy na drugą zmianę. Fajnie z tego względu, że wreszcie nie musiałam wstawać o 5. Rano spokojnie ugotowałam dziecku obiad, ogarnęłam trochę, miałam nawet troszkę czasu, żeby wziąć druty do rąk. O 12 wyszłam do pracy, wróciłam ok. 21.30. Mała zdążyła tylko krzyknąć z łóżka "cześć" i, zanim zdążyłam się rozebrać, już spała. Ja w sumie też już tylko prysznic, chwilka przed kompem i do łóżka. Dziś trochę się denerwuję, bo jestem na popołudnie  tylko z kierownikiem. A on, jak wiadomo, zebrania, zamówienia. I będzie tak jakbym była sama. A nasz dział jest jednak spory... Nie wiem jak sobie dam radę.

Mąż już w bazie. Wczoraj pisał jeszcze jakieś smsy rano, potem zamilkł. Podobno mieli wieczorem sieć wyłączać. Także teraz nie wiem kiedy i jak się odezwie.

No i muszę się pochwalić, że poleciało mi kolejne 2 kilo! Już bardzo niedaleko do upragnionej 6 z przodu ;)

poniedziałek, 17 października 2011

Na miły początek dnia i tygodnia przed chwilą zadzwonił mój mąż :) Nie pogadaliśmy długo, bo przepisowe 4 minutki, ale dobrze było usłyszeć jego głos :) Dziś czeka go kolejny lot i być może w tym tygodniu zawita w swojej bazie docelowej.

Dziś mam wolne, wybieramy się z Karolą do miasta w odwiedziny do mojej koleżanki. Jej mąż też jest w Afganistanie, więc dzielimy wspólny los. Dobrze będzie pogadać z kimś, kto mnie naprawdę zrozumie...

Skończyłam supertajny projekt drucikowy, ale niestety nie mogę na razie pochwalić się efektami. Zrobię to na pewno jak już będę mogła.

W tym tygodniu w końcu się wyśpię, bo pracuję na popołudnia. Wyśpię się niestety kosztem wieczorów, bo będę wracać do domu około 22, więc tylko na mycie i spanie. 

 
1 , 2 , 3